Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Breaking bad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Breaking bad. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 września 2013

Znów łączy

Co tu dużo gadać, odcinek był dobry, było co łączyć. Miłego słuchania.


wtorek, 13 sierpnia 2013

Breaking bad - powyżej uszu

Drugi podcast do posłuchania. Wraz z żoną i synem rozmawiamy i próbujemy przewidzieć, co wydarzy się w tych ostatnich odcinkach +Breaking Bad. Snujemy najróżniejsze teorie, od próby rozwinięcia myśli +Vince Gilligana dotyczącej kolorystycznej zmiany Marie, poprzez analizę wpływu łysości bohatera na długość jego życia i wiele innych. Miłego słuchania - link do rozmowy poniżej.

piątek, 1 lutego 2013

AMC - grrrrr!


Telewizja AMC ma w ostatnich latach bez wątpienia jedną z najlepszych ofert jeśli chodzi o seriale. To przecież właśnie oni wyprodukowali tak świetne rzeczy jak flagowe Breaking bad czy Mad men. Wydaje mi się, że w dużej mierze stacja ta zajęła miejsce HBO, koncentrując się na serialach, w których to opowiadana historia jest najważniejsza, a nie komputerowo generowane światy i kopiowanie sprawdzonych pomysłów, do czego niestety coraz chętniej HBO stara się w ostatnim czasie swoich widzów przekonać.

Z nieznanych mi powodów AMC postanowiło w tym roku rozbić sezony The Walking Dead i Breaking bad na dwie części, z tak zwanymi mini finałami, żeby widzowie w nerwach czekali na ich  powrót. Jeszcze o ile w pierwszym przypadku trupy niedługo powrócą, o tyle jeśli chodzi o Waltera White'a okres oczekiwania staje się coraz większym wyzwaniem. Bo w pierwszym przypadku serial, choć dobry, nie dąży w żadnym określonym kierunku i nie bardzo wiadomo czy po czwartym (bo już zapadła decyzja o produkcji - z kolejną zmianą showrunnera) będą kolejne sezony i czy historia ma posiadać jakieś satysfakcjonujące zakończenie, o tyle w drugim moje oczekiwania co do ostatecznego finału historii transformacji głównego bohatera są ogromne. Czy Vince Gilligan podoła i sprawi, że ten serial przejdzie to telewizyjnego Hall of Fame, czy rozczarowanie będzie tak wielkie, że pozostanie jak najszybciej o nim zapomnieć. Niestety jeszcze długie miesiące oczekiwań na odpowiedź na to pytanie. 

środa, 16 stycznia 2013

Rewolucja w telewizji Alana Sepinwalla

The revolution was televised Alana Sepinwalla to kawał dobrze napisanej książki o telewizji. Tytuł nawiązuje do The television will be revolutionized  Amandy D. Lotz, lecz o ile ta poświęcona jest głównie przejściu telewizji od ery sieci do post sieci i zmianom samego medium, o tyle Sepinwall bardziej skupia się na zmianach w sposobach narracji i opisywaniu konkretnych programów.  U niego także nie brak analiz, choć w większości zawiera ona anegdoty i fragmenty wywiadów z twórcami telewizyjnymi.

Celem autora było opisanie seriali telewizyjnych, które zrewolucjonizowały współczesną telewizję oraz próba opisania na czym ta rewolucja polegała.  I tak mamy tu możliwość przeczytania o takich kamieniach milowych, jak największe produkcje HBO - OZ, Rodzina Soprano, The Wire czy Deadwood. W dalszej części autor poświęca miejsce takim serialom jak The Shield, Lost czy Buffy postrach wampirów czy 24 i Battlestar Galactica by zakończyć na nowszych produkcjach - Friday Night Lights, Mad men i Breaking bad

Z dużą przyjemnością muszę przyznać, że lista seriali, które autor opisał, pokrywa się niemalże w stu procentach z moimi ulubionymi produkcjami, więc rozpocząłem czytanie z wielką ciekawością, tym bardziej, że autora zdążyłem już wcześniej poznać z bardzo ciekawego podcastu poświęconego telewizji - Firewall and Iceberg, który prowadzi wraz z Danielem Fienbergiem. Książkę czyta się szybko. Napisana jest stosunkowo prostym językiem i nie ma ona cech publikacji naukowej. Jest ona próbą ukazania opisywanych seriali w szerszym kontekście oraz zastanowienia się, na czym polegała ich przełomowość i w jaki sposób odcisnęły one swoje piętno na późniejszych produkcjach. Autor posiada bogatą bibliotekę wywiadów, tak przeprowadzonych na potrzebę tej książki, jak wcześniejszych, które powstały w efekcie jego pracy w charakterze dziennikarza piszącego o telewizji. 

Wśród wielu ciekawych informacji, w największe zdziwienie wprawił mnie rozdział poświęcony Deadwood i metody pracy jego twórcy - Davida Milcha. Serial ten będący osadzoną w realiach dzikiego zachodu, silnie zakorzenioną w historii opowieścią o formowaniu się państwa, funkcjonowaniu jednostek w społeczności, w której żadne formalne prawo nie obowiązuje, o swego rodzaju umowie społecznej i jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało, o ludzkiej naturze. Dodać należy, że serial posługuje się niezwykle, hmmm, nazwijmy go barwnym i wyszukanym, niemalże poetyckim, literackim językiem, a nakręcony został z niezwykłą wręcz dbałością o każdy szczegół - odnosi się to zarówno do aktorstwa, jak i niebywale szczegółowej dekoracji. Jak większość produkcji HBO z tamtego okresu operuje rozbudowanymi łukami narracyjnymi, rozciągniętymi często na cały sezon, a czasem nawet wychodzącymi poza jego granice. Wydawać by się mogło, że przy serial ten, jak żaden inny miał precyzyjnie napisany scenariusz. Nic bardziej mylnego.

Autor książki poświęca wiele miejsca do nakreślenia sylwetki Davida Milcha, opisania jego problemów z najróżniejszymi używkami, hazardem, które połączył z niebywałą wiedzą i pasją wykładowcy akademickiego, którego praca w charakterze twórcy i wszechpotężnego scenarzysty serialu przyprawiła o ból głowy niejednego dyrektora telewizji. Bo warto dodać, że Milch to nie tylko autor Deadwood, ale także osoba, która stała za tak docenionymi przez krytykę i publiczność serialami, jak NYPD Blue czy Hill Street Blues

Alan Sepinwall pisze, że właściwy scenariusz powstał tylko do czterech pierwszych odcinków pierwszego sezonu Deadwood. Czterech! Praca przy każdym z następnych polegała na tym, że Milch złożony bólem pleców leżał na podłodze dyktując sceny sekretarce na kilka minut przed kręceniem, tak że aktorzy uczyli się tekstu już na planie, tuż przed zdjęciami, które często nie powstawały w porządku chronologicznym. A każdy, kto widział choć jeden odcinek serialu wie, jak trudnym językiem Milch operuje. Jak to możliwe, że z takiego chaosu powstało tak spójne dzieło? Tego nie wiedział chyba nikt, a odpowiedzialni za ten serial ludzie z HBO zgrzytając zębami załamywali ręce, bo nikt nie miał żadnych papierów, żadnych śladów tego, co miało być kręcone. Ale to wszystko wbrew logice działało. I to jeszcze jak!

Historii takich jak ta w książce Alana Sepinwalla nie brakuje. Obszerne rozdziały ciekawie kreślą artystyczne sylwetki takich ludzi jak David Chase, David Simon czy Shaun Ryan, a poczucie humoru i lekkie pióro, sprawiają, że książka jest świetną lekturą. Z drugiej strony analizy, które autor oferuje czasem wydają się być zbyt osobiste i nie mające specjalnego znaczenia dla czytelnika. Przykładem może tu być próba rozwiązania zagadki słynnego finału Rodziny Soprano, w której autor wpierw przedstawia różne punkty widzenia, by na końcu wyjawić swój własny - jednak cały czas zastrzegając, że właściwie wszystkie one są równie prawdopodobne i koniec końców, przyznaje, że tak naprawdę nic nie wiadomo. Dużo ciekawiej wypadają tu przytaczane w tekście słowa twórcy i ludzi związanych z serialem. Wydaje mi się, że ten i niektóre, podobne fragmenty książki, nie wnosząc nic, odciągają czytelnika od najciekawszych części, czyli rozmów z ludźmi, którzy stoją za rewolucją w telewizji oraz prób umieszczania opisywanych seriali w szerszym kontekście. 

Podsumowując, książka Sepinwalla jest pozycją bardzo ciekawą i godną polecenia dla każdego zainteresowanego tematyką telewizji. Polecam.

niedziela, 13 stycznia 2013

Najlepsze seriale, obejrzane w 2012 roku

Najlepsze pięć seriali obejrzanych w ubiegłym roku, mojem skromnem zdaniem:


1. Terriers (FX) - choć nie jest to serial, który obecny był na ekranach w ubiegłym roku, to był na tyle dobry, że wciąż do niego powracam i nie mogę przeboleć, że został zdjęty z ramówki stacji. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak można było mając tak fantastyczny scenariusz, rewelacyjnie obsadzoną parę głównych aktorów pomiędzy, którymi aż iskrzyło, świetne dialogi, ciekawe zwroty akcji, Shauna Ryana wśród twórców, no jak można było mając to wszystko po prostu ten serial porzucić.
Ale zatrzymajmy się przy tym, co powstało. Mamy inteligentnie zbudowaną fabułę, która rozwija się przez trzynaście odcinków. Główni bohaterowie to para prywatnych detektywów, z których jeden jest byłym policjantem, drugi byłym złodziejem. Razem rozwiązują zagadki kryminalne, często w niekonwencjonalny sposób. W serialu czuć echa chandlerowskiej prozy, pobrzmiewające w pełnych cwaniackiego humoru  dialogach i osadzeniu akcji gdzieś pomiędzy szczytami elit kalifornijskiego społeczeństwa, a jego samymi dołami. Wyraźnie też czuć rękę Shauna Ryana - twórcy jednej z najlepszych historii opowiedzianych w telewizji - The Shield. Więc czemu tak udany serial nie doczekał się kontynuacji?

PS. Na pocieszenie artykuł 


2. Louie (FX) - kiedy w 2010 roku telewizja FX wyemitowała pierwszy odcinek tego serialu, nigdy o Louiem CK nie słyszałem. Na pierwszy odcinek  trafiłem przypadkiem i było to absolutne objawienie. Od tamtego czasu z niecierpliwością oczekuję kolejnych i jeszcze żaden mnie nie zawiódł, a już zwłaszcza w roku ubiegłym. To był fantastyczny sezon dla Louiego. Mamy w nim okazję zobaczyć takie osobistości jak David Lynch czy Robin Williams. Serial łączy w sobie opowieść o trudach pracy zawodowego komika, samotnego życia, wychowywania dwóch córek i kto wie czego jeszcze. Towarzyszy temu abstrakcyjny humor, nieoczekiwane pomysły realizacyjne. Bo trzeba dodać, że Louie CK to nie tylko występujący w głównej roli aktor, ale też scenarzysta, reżyser, montażysta... Na tym pewnie nie koniec. Ma on całkowitą władzę nad swoim dziełem i jeśli uzna, że chce tak naprawdę zrobić trzy odcinkowy film, jak w przypadku opowieści o zajęciu miejsca Davida Lettermana, to to robi. Jeśli nagle chce zrobić nostalgiczną historyjkę o tym, czym jest męska przyjaźń, to wsiada z ekipą i leci do Miami. Albo do Chin. Albo do Iraku. Albo cały odcinek poświęci śmierci i przemijaniu. Wszystko to przyprawione wysoce niepoprawnym humorem. 


3. Bob's burgres (Fox) - to najciekawsza moim zdaniem animacja obecnie w telewizji. Podczas gdy Family guy, oraz jego mniej lub bardziej udane dzieci, coraz częściej wypada słabo, a The Simpsons wydają się dobrze czuć w swojej niszy, Bob's burgers całkowicie przełamał dotychczasowy kształt kreskówki opowiadającej o trudach życia rodzinnego. Objawia się to w swoistym kroku wstecz, powrotowi do dość tradycyjnego, konwencjonalnego sposobu opowiadania historii, z jednym, góra dwoma liniami fabularnymi, bez abstrakcyjnych pomysłów - jest niemalże realistyczny. Ale efekt takiego zabiegu daje fantastyczne rezultaty, a poszczególne odcinki są dzięki temu bardziej spójne. Lecz bez wątpienia najmocniejszą stroną tej produkcji jest poczucie humoru, które bardzo często zaskakuje nieoczekiwanymi skojarzeniami. Całości dopełnia bardzo ciekawa kreska.




4. Breaking bad (AMC) - flagowy serial AMC opowiadający o schodzącym na ciemną stronę mocy chemiku. W ubiegłym roku chyba zaszedł już tak daleko, jak to tylko możliwe, a wraz z nim emitująca serial stacja, która jeszcze kilka miesięcy każe nam czekać na ostateczne rozwiązanie tej historii, co gorsza umieszczając w ostatniej minucie ostatniego odcinka najbardziej oczekiwany i zarazem niezwykle rozbudzający ciekawość cliffhanger, jaki był do pomyślenia. Pół sezonu, które można było obejrzeć w ubiegłym roku z pewnością nie było najlepszymi odcinkami tego serialu (dlatego dopiero czwarte miejsce na mojej liście), ale nawet przy tym założeniu, Breaking bad jest jednym z najlepiej opowiedzianych, najlepiej zmontowanych, zagranych, sfilmowanych i zagranych seriali w telewizji. Czy będzie go można nazwać wielkim, zależy w dużej mierze od tych ośmiu odcinków, które wciąż jeszcze są przed nami. Ale biorąc pod uwagę opanowanie i rozsądek Vinca Gilligana, showrunnera tego serialu, mam ogromną nadzieję, że będzie dobrze. 

5. Comedians in cars getting coffee - dostępna w internecie produkcja Jerrego Seinfelda, w której ten niezwykle zamożny komik zaprasza swoich znajomych, też komików, na kawę. Udają się na nią różnymi samochodami z dużej kolekcji Jerrego. Pomysł prosty jak budowa cepa, ale dzięki ciekawym rozmówcom, wśród których pojawiają się takie osoby jak Ricky Gervais, Alec Baldwin czy Mel Brooks ogląda się to wyśmienicie. Niedawno dotarła do mnie informacja o kręceniu kolejnych odcinków. Nie mogę się doczekać. 

Do piątki nie załapały się, ale postaram się o nich wkrótce napisać: Treme (HBO), Justified (FX), World without end, Idiot abroad, Boardwalk empire (HBO) oraz Rising hope (Fox)